wtorek, 11 sierpnia 2015

BYĆ SOBĄ

- Chcę być kimś innym. Mieć czyjeś niespełnione marzenia. Chcę zakładać cudze buty, wychodząc na przystanek. Chcę włączać muzykę kogoś innego. Tańczyć jak ktoś obcy, kogo nie poznałam. Czesać nie swoje włosy, smakować nie swoje ulubione potrawy. Dąsać się w cudzy sposób. Krzyczeć w nie swoim imieniu... A po dniu pełnym nie moich problemów, zasypiać w obcym łóżku, pod czyjąś pościelą i spać twardo do rana, aż usłyszę obcy dźwięk nieznajomego budzika. Lecz jestem sobą...- to wszystko Grażyna wypowiedziała na jednym oddechu, prawie nie robiąc pauz na przecinki i kropki. Kiedy skończyła, westchnęła cichutko i wlepiła we mnie swój przepełniony łzami wzrok. Grażynę znam od jakiegoś czasu i wiem, jak bardzo męczy się ze sobą. Chociaż, jak do tej pory, zdawała się być osobą, która z godnością niesie swój krzyż, którego ciężar był bez wątpienia ponad siły nas wszystkich.
- Czy to znaczy, że chciałabyś być na przykład... mną? – jedynie to zdanie przyszło mi do głowy jako odpowiedź na to smutne wyznanie Grażyny.
- A czy to by mi przyniosło ulgę? – i tu mnie ma. Jeśli odpowiem twierdząco, zabrzmi to tak, jakby bycie mną było lekiem na całe zło, które ją toczyło od środka. Jeśli zaprzeczę, zrobię z siebie kretynkę, która proponowała jej tyfus jako remedium na cholerę... Teraz trzeba było z tego jakoś wybrnąć z twarzą.

- Słuchaj, Grażyna, a może to kwestia zmiany perspektywy? Może kupisz sobie wysokie szpilki i spojrzysz na to trochę z góry? Albo może jeszcze inaczej. Skocz ze spadochronem, perspektywa będzie nie tylko wyższa, ale też i szersza. Albo wyjedź gdzieś. Daleko. Może tam cię ta twoja melancholia nie znajdzie? Jeśli zrobisz to znienacka, to jest szansa, że ją zgubisz. Przynajmniej na jakiś czas... Indie, Meksyk? Coś bliżej? To może Nowe Warpno? Tam podobno wskaźnik zaludnienia jest najniższy w kraju... biorąc pod uwagę tereny wiejskie. A i za granicę wyjeżdżać nie będziesz musiała!  - ten pomysł wydał mi się dość ciekawy; gdybym to ja dostała taką radę, byłabym co najmniej zadowolona. Więc byłam z siebie dumna, że tak rzeczowo podeszłam do tematu i podsunęłam jej tak praktyczne rozwiązanie. Ale Grażyna tylko się rozpłakała. Rzuciła we mnie butem i sobie poszła, łkając. Widziałam przez okno, jak ze złością kopnęła mojego kota i roztrzaskała doniczkę z geranium, która stała przy furtce. Potem w wieczornej prasie przeczytałam, że w dalszym akcie zemsty podpaliła remizę, zbiła witraż w kościele i zdewastowała sołtysowi nowy ciągnik. Pewnie jutro wytruje ryby w stawie i rzuci urok na wszystkie kury w gminie i przestaną się nieść. Cóż... wychodzi na to, że Grażyna pozostanie sobą aż do końca swoich dni – westchnęłam i zrobiłam sobie świeżej herbaty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz