niedziela, 17 maja 2015

Stal rozpalonej bieli.



Patrzę na ciebie tym samym zimnym węchem, co zawsze.
Dotykam cię moim smakiem.
Uciekam przed tobą słowami.
I słucham, jak zmieniasz kolory.
Czarny zamieniasz w kruchą stal rozpalonej bieli.
Czerwień zalewasz błękitem.
A potem idziemy razem nieznaną nam ścieżką.
Ty nucisz, ja ubolewam, że ta droga się skończy.
Tuż nad przepaścią.
Wstawisz wodę na herbatę?
Zmarzły mi dłonie.

***

nie pozuje: Tymon

2 komentarze: