środa, 22 października 2014

OPUSZCZENIEC


Opuścić, wyjechać, zostawić wspomnienia. Ludzkie życia plamią miejsca, w których się rozgrywają. Czasem łatwo te ślady wywabić, zetrzeć mokrą ścierką jak kurz, wessać w gardziel odkurzacza. Czasem nie da się ich niczym usunąć. Można trzeć, pokrywać powierzchnię starych bytów nowymi warstwami innych istnień, a one i tak są widoczne; wciąż przebijają; ciągle otwierają szeroko usta, by powiedzieć: oni tu byli.
Na parterze naszej osiemnastowiecznej kamienicy uczyłam się chodzić. Granit parterowych stopni zafundował mi piętnaście tysięcy siniaków. Dwa wybite zęby. Jeden złamany nos. I nadgarstek. Zwichnięty. Piętro już było łaskawsze. Drugie jeszcze bardziej. Tu straciłam dziewictwo. Z tym chłopakiem z bramy obok. Miał zielone oczy, lepki oddech, całował mnie po szyi i niżej. A ja się bałam, że wyjdzie sąsiad, że poleci na skargę do matki, że tracę błonę dziewiczą pod jego drzwiami, na mokrej od jesiennego dżdżu wycieraczce. O tamtej porze zawsze wychodził z pokracznym spanielem na sikanie. Sikali razem. Spaniel pod krzakiem, sąsiad pod murem. Chłopak o zielonych oczach szczytował, a ja drżałam jak suchy liść na mroźnym wietrze z powodu pęcherza psa i sąsiada. Wyobrażałam sobie z całych sił, że są puste. Że nie ma w nich kropli moczu. Od ścianek odbija się echo. Modliłam się o to do tego Jezusa z drewna, do tego kloca, który stoi na komodzie w naszej sieni. Już po wszystkim. Teraz chłopak ma zielony oddech i lepkie oczy. Nie jest już taki ładny jak przedtem, gdy byłam dziwicą.
Opuścić, wyjechać, zostawić wspomnienia. Pies z sąsiadem nie wyszli wtedy na spacer, bo pies właśnie tamtego wieczoru skonał. Miał guza na psim sercu. Leżał cicho popiskując na brudnym psim posłaniu zrobionym ze starego filcowego koca w bure plamy. Sąsiad głaskał go po brzuchu, pies oddychał coraz płycej i płycej aż w końcu przestał zupełnie. Martwe oczy lśniły w półmroku wieczornej lampki do czytania. Ciepły, suchy nos martwego psa stygł. Sąsiad nie mógł uwierzyć, że to tyle. Z kim teraz będzie sikał, gdy do okien zbilży się mrok?  To już? Tak zwyczajnie kończy się ich dwunastoletnia przyjaźń? Tak nijak? Na drugi dzień, kiedy rano wyszłam po mleko, zobaczyłam sąsiada jak siedzi przed domem na murku. W brudne psie posłanie zawinął zesztywniale ciało spaniela. Wystawał tylko ogon, jak drogowskaz wskazywał kierunek marszu. Po schodach do zatęchłej piwnicy. Sąsiad trzymał psa w ramionach, a w zębach papierosa.
Nie zamieniłam z nim ani słowa. Nie powiedziałam „dzień dobry“, bo dla niego taki nie był. W sklepie mleka nie było, nie było też kupujących. Sprzewdawca stał nieruchomo za ladą. W oczach miał nitki strachu. "Opuścić, wyjechać, zostawić wspomnienia." - powiedział. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. 
Dowiedziałam się parę tygodni później, kiedy już wszyscy powtarzali te słowa. Było to zaraz potem, jak stało się jasne, że zostanę matką. Bo chłopak o zielonym oddechu i lepkim spojrzeniu zostawił w moim ciele coś więcej, na dłużej. Tego samego wieczoru, gdy nie wiedziałam, jak spojrzeć w oczy ojcu i bałam się lania, przyszli i powiedzieli.
Opuścić, wyjechać, wyjść. Przerwać daną czynność, bez możliwości kontynuacji. Urwać oddech w połowie, niedokończyć zdania, deseru, listu, prasowania, brzmienia ćwierćnuty na klarnecie. Zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Koc, trochę chleba, Jezusa z drewna, wielkiego i ciężkiego kloca. Będzie chronić ode złego. Lub skończy w ognisku. Los jego jeszcze nie przesądzony, jak nasz. Opuścić, wyjechać. Zabrać tylko co potrzeba: sweter, fotografię rodziny, cieplejsze buty. Zostawić wszystkie rzeczy żony nieboszczki, jej różaniec i medalik z tombaku. Halkę, w której wychodziła za mąż, czernidło do brwi, trzewiki, których nie zdążyła schodzić.

Opuścić, wyjechać. Zostawić po sobie wydmuszkę wspomnień, martwą ciszę urwanych kroków. 
To był chłopiec. Miał zielone oczy i lepki oddech. Urodziłam go i zostawiłam na schodach jakiegoś domu.  

2 komentarze:

  1. I wszystko jasne! Już wiadomo, skąd to spojrzenie Tymona z poprzednich wpisów:)
    Odnalazł i teraz karze spojrzeniem za to porzucenie tamtejsze...
    Dzieci, to cholery pamiętliwe są...
    :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mało zakamuflowane to było? Shit... ;)

      Usuń