wtorek, 7 stycznia 2014

BABKA Z PIASKU

Spotkali się w maju. To był maj z rodzaju tych nierozsądnie ciepłych. Nadgorliwe podgrzewał temperaturę powietrza i uczuć. Nic dziwnego, że w sercach wrzało. Powietrze było gorące, drgało, podskakiwało, jakby ciepło szczypało je w pośladki. Tak dla żartu. I choć do lata było jeszcze tyle dni i nocy, to żar z lipca rodem bezceremonialnie przechadzał się po polach i drogach. To był maj miłości.

Więc spotkali się na piaszczystej drodze. Ona nadeszła od strony wsi, On od strony lasu. Coś  niezwykłego – pomyślał o Niej – taka kobieta na piaszczystej drodze? Babka z piasku.  

Od tej pory nieustannie myślał. O niej. Miała włosy koloru tego piasku. Buzię też miała złocistą. I te piegi… We śnie, na jawie liczył piegi na jej policzkach. Za każdym razie wychodziła mu inna liczba. Nieważne – uśmiechał się do swoich myśli – to liczba miłości. Dziś kocham ją jak 347, a jutro jak 673.
A oczy zielone jak liście tych drzew przy tej piaszczystej drodze. Szmaragd i pistacje. I troszkę groszku cukrowego. Wzdychał.
A usta pudrowe. Miękkie i ciepłe. Jak dotyk Aniołka.
A skóra pewnie gładka.
A myśli zawstydzone.

Tak myślał. Cały czas. Od bladego świtu, po biezmiar czarnej nocy. Nie jadł, nie pił, nie pracował. Nie czytał, nie słuchał, nie jeździł samochodem. Nie sprzątał, nie prał, nie gotował.
Tak myślał, aż umarł.


A mówią, że myślnie nie szkodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz