sobota, 23 listopada 2013

POKRAKA

Zatkanych odpływów, wyjących rur, przydeptanych butów, spoconych rąk, przeciągłego spojrzenia, wyszczerbionego kubka, zapachu stęchlizny, porzuconych zwierząt, skrzypienia podłogi, łypania bez powodu, starych książek... tego wszystkiego się boję. Odkąd? Od zawsze.
Nie bez przyczyny mieszkam sam. Próbowałem sobie wyobrazić, że ktoś – kobieta – wprowadza się do mnie. Od początku musi wiedzieć, że jestem nieprzystosowany. Mam napady lęku. Trzęsę się ze strachu, czasem nawet wiele godzin. Potem chodzę jak nakręcony w kółko, gestykuluję, wyrzucam z siebie słowa jak z katapulty. Nie zawsze mają one taki oczywisty sens. Czasem trzeba je złapać w siatkę, jak motyle i przyglądać się dość długo każdemu z osobna, żeby dostrzec w nich pewien ciekawy porządek. Więc komunikacja ze mną może być utrudniona. Przynajmniej dopóki się nie przywyknie. Nie opanuje systemu. Można to zrobić, tylko trzeba chcieć. Jeśli się chce, to wszystko jest możliwe. Nawet życie z kimś takim jak ja. Zakażonym samotnością mitochondrialną.
Potrafię nie jeść, nie spać tygodniami, miesiącami. Tak naprawdę to od lat, ale nikt mi w to nie chce uwierzyć. Znaczy kiedyś nie chcieli, teraz już z nikim się nie widuję. Parę lat temu kupiłem starego manekina na pchlim targu i kilka kompletów ubrań dla niego. Sadzam go czasem tuż obok i spoglądam, co robi. Z reguły nic. Jednak czasem, jak go krzywo posadzę, to grawitacja przyciągnie go w swoje ramiona. Wtedy mu zazdroszczę, bo ktoś go przytula. Taki manekin ma lepiej niż ja. Franciszek mu dałem. Pewnie zbyt dostojnie jak na manekina.

Kilka razy na dzień boję się, że to już koniec. Że nic się nigdy nie zmieni, że tak już będzie zawsze. Biorę wtedy telefon, wybieram przypadkowy numer, rząd cyferek sam wskakuje mi do głowy i czekam, kto się pojawi po drugiej stronie. Jeśli mężczyzna, rozłączam się od razu, jeśli kobieta, słucham tego kobiecego „halo“, „halo“ do momentu, aż się nie rozłączy. To moje jedyne chwile intymności z kobietami. Każde ich „halo“ przeszywa mnie dreszczem. Jakby mnie pieściły, wszędzie; szczególnie tam. Potem odkładam słuchawkę i przez kwadrans, dwa, jest mi lepiej. Czuję, jak ciepło rozlewa się od brzucha i krąży. Myślę sobie wtedy, że życie może być znośne. Choć na ogół jest brzydką pokraką, która straszy mnie z każdego kąta, to jednak je lubię. Bo nie mam innego. I nigdy innego miał nie będę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz