piątek, 23 sierpnia 2013

PORZĄDEK RZECZY


Koniec końców wyszliśmy z tego cało. Jesteśmy na ostatniej prostej, chciałoby się powiedzieć. Chociaż łatwo nie było...
Najpierw byliśmy poganami, potem nas ochrzczono, podbito, zniewolono, wyzwolono, znowu wzięto do niewoli, zluteranizowano, uwolniono, uwłaszczono, a potem znowu upaństwowiono. Napadnięto, okupowano, wyzowlono, okupowano mniej jawnie, za to bardziej jawnie uciskając, zindoktrynowano, upaństwowiono, uwłaszczono i chyba to by już było na tyle. Z tego wszystkiego nikt z nas nic już nie wie na pewno. To, co obowiązuje w poniedziałek, zostaje wysłane do lamusa we wtorek. W środę na moment wraca stary porządek, ale stary względem czego? W czwartek regularnie dokonujemy przewrotu, a w piątek kontrewolucji. Sobota jest w miarę spokojna, bo niektórzy z nas obchodzą szabas. W niedzielę niby dzień odpoczynienia, jak nakazywał Pan, ale już zaczynamy coś tam sabotować od wczesnych godzin popołudniowych, po przecież w poniedziałek, jeśli tylko uda nam się ustalić, w którym momencie naszej historii obecnej jesteśmy, kto ma rację, kto nas uciska, lub wspiera, a komu bezwzględnie trzeba dać odpór, przystępujemy do działań rozpoczynający kolejny ciężki tydzień. Straty w ludziach są, wielkie rzeczy. Ale historia tego wymaga! Nasza bezwględnie.
Żeby było sprawiedliwie, każdy zmienia obóz raz na tydzień. Skład personalny każdego obozu też ulega ciągłej rotacji. Raz się tylko tak niefortunnie zdarzyło, że Maciejowa dwa tygodnie z rzędu była burżuazyjną reakcjonistką. Zastosowliśmy zwykłą w takich przypadkach procedurę postępowania, oddając ją w ręce pospólstwa. Akurat w jego rolę wcieliła się młodzież wykolejona z gminnego ośrodka poprawczego. Pospólstwo poddało Maciejową tradycyjnej chłoście, dwukrotnemu podtopieniu w przeręblu, a na koniec wygnało ją na trzy niedziele do lasu. Tam dokonał się, nad czym ubolewamy, ostateczny rozkład moralny Maciejowej.  Obywatelka ta już niemłoda i tuszą przypominająca ponton, współżyła bowiem z wszelkim stworzeniem leśnym, największych uciech doznając z guścem. O tym, że zwierz to lubieżny do cna wiedzieliśmy od jakiegoś czasu, inna jednak myśl frapowała nas dogłębnie: skąd gusiec w naszych stronach? Nieoczekiwanie z kłopotu wybawił nas Ksiądz Proboszcz Dobrodziej, w tym tygodniu zajmujący wysokie stanowisko w obozie przeciwnym do przeciwnego, zaangażowanym ideowo w obalanie samozwańczego przywódcy totalitarnego reżimu obozu opozycyjnego względem opozycji... Mniejsza o to. Gusiec, według ksiąg parafialnych, wziął się w prostej linni od swojego pra-pradziada (jakże odkrywcze!), który to przywędrował w nasze strony wraz z wojskiem napoleońskim. Według świadków tamtego przemarszu, pradziad gusiec kontent był, gdy zobaczył urocze wieśniaczki podczas robótek ręcznych i robót ziemnych. Dokonał jedoosobowej kolonizacji tych ziem, w niedługim czasie jednak, nie doczekawszys się potomstwa z tutejszymi białogłowami, sprowadził jednak przedstawicielkę swojego gatunku. Rad z tego nie był, ale wola przedłużenia gatunku wzięła górę. Tu nadmienić jeszcze wypada, kończąc ten dość rozpustny wątek i nieobyczajny, że w związku z chowem wsobnym guściów na naszych ziemiach, przybrały one dość wynaturzoną formą zarówno fizyczną jak i osobowościową. Nagminnie ulegają różnym maniom prześladowczym i zapadają na dokuczliwe choroby: a to szpotawa stopa, a to dychawica świszcząca. Jednak zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. Życie przyjmujemy z dobrodziejstwem inwentarza.
Maciejowa odsiaduje teraz wyrok w kolonii karnej. Gusiec posyła jej paczki z lasu oraz tajną korespondencję. Ciągle nie wiemy, kto w jego imieniu wypisuje listy, bo przecież gusiec piśmienny nie jest, chociaż kto go tam wie? W każdym razie, gdy karę Maciejowa odbędzie, zostanie natychmiastowo wcielona, jak ustalił kolektyw podczas ostatniego posiedzenia,  do grupy piątej - bałwochwalczo czczącej Bóstwo Płodności i Urodzaju. Jej szeregi zostały dotkliwie zdziesiątkowane ostatnimi czasy,  bowiem jej najbardziej aktywni członkowie zostali poddani całopaleniu na stosach przy gminnych terenach rekreacyjnych. Były to działania czysto prewencyjne, nic osobistego. Wszyscy trzymamy kciuki, by kara Maciejowej została skrócona dzięki dobremu sprawowaniu, bowiem czas nas wszystkich policzony, jak się okazało zeszłej soboty.
Otóż koło naukowe inteligencji chłopskiej powołane tymczasowo na potrzeby symbolicznych szykan i pokazowych represji, z rozstrzeliwaniem włącznie, wykazało się inicjatywą własną i odkryło nadchodzący koniec świata. Wieści te zostały przyjęte z entuzjazmem, bowiem społeczność nasza już zmęczona nieustającą zawieruchą dziejową i na wieczny odpoczynek łasa.  Dokładnie za sześć zmierzchów i poranków uderzy w nas asteroida niebagatelnych rozmiarów, która zniszczy życie nie tylko w naszej gminie, ale na planecie w ogóle, pozostawiając niektóre spory nierozstrzygnięte, a stosunki do spraw różnych nieuregulowane. Jest tylko jeden szkopuł, który nieco psuje widoki na przyszłość. Jak trochę odsapniemy w niebycie, to najpewniej zejdzie z niebios na te zgliszcza poastroidalne jakiś Mesjasz zatracony. I zacznie się w kółko Macieju to samo. Burdel, zawierucha, nierząd i spółkowanie z guścem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz