poniedziałek, 1 lipca 2013

NOWA ANARCHIA


Dziura w całym zrobiła się sama. Nikt jej w tym nie pomagał. Po prostu któregoś dnia, gdy stałam przy kuchni i smażyłam naleśniki, spadło mi na głowę. Kilka kropel. A potem to już cały świat. Z dobrodziejstwem inwentarza. I co teraz?
Krople. Cóż krople? Wyschną, wytrzymam. Ale co ja ze światem zrobię? Jak on do góry nogami! I to w mojej kuchni! Co ludzie powiedzą? Co sobie pomyśli sąsiadka? A hydraulik? A ogrodnik? Mój Boże…
Byłam w kropce. W głowie, zazwyczaj pełnej pomysłów, nie było nic. Echo. Pustka wiekuista. Mózg zazwyczaj taki mądry, przemądrzały, rozumozjadliwy, udawał, że nie słyszy mojego zapytania rozpaczliwego. I co teraz – pytam się ciebie? Nie uznał za konieczne, by udzielić mi odpowiedzi. Pogwizdywał za to, wielce zjęty czymś innym…
I co ja z was mam, płaty czołowe, darmozjady? Pomyślałam ze smutkiem. Zostawić mnie w takim kłopocie…
Rozległo się pukanie do drzwi. Westchnęłam, zdjęłam fartuch, podreptałam zmartwiona. Zmarszczka strapienia przecięła czoło. Usta skupiły się w zatroskany ciup. Gdy otworzyłam drzwi, trochę się zdziwiłam. Za drzwiami nie było nic. Pustka, próżnia wiekuista. Ale… nie, przecież w porządku! Pomyślałam sobie. Skoro świat jest u mnie, to tam go być nie może. Czyli… Ale zaraz. To kto w takim razie pukał?
Wróciłam do kuchni spojrzałam bezradnie w górę. Dziura w całym była tam nadal. Zionęła. Świat nadal leżał w mojej kuchni. Do góry nogami. Szczerze mówiąc widok to raczej żałosny. Normalnie jest okazały, dorodny, dojrzały, a tu na mojej podłodze… lichy taki, lichutki. Marny. Taki dużo mniejszy niż zawsze się wydawał. Złudzenie optyczne? Po co komu taki świat rachityczny? Może… inny będzie lepszy? Może… jak go tak schowam przed całym światem, ten świat… na przykład do spiżarni, to może w jego miejsce pojawi się jakiś… lepszy? Nie mogłam się zdecydować. Rzuciłam monetą.
Świat w mojej spiżarni jest już dwa tygodnie. Nowy jeszcze się nie pojawił. Nie wiem. Może drugiego wcale nie będzie? Może świat jest tylko jeden, a poza nim nic już nie ma?
Jedno jest pewne. Nikt mi nie przysyła rachunków za gaz, i za wodę, i za telefon. Sąsiadka nie sąsiaduje, hydraulik wody nie leje, ogrodnik wreszcie nie przesadza. Same korzyści. Jak świat na głowę spada. Nic nie muszę, nic nie robię. Kto by pomyślał… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz