wtorek, 18 czerwca 2013

STAROMODNE PRZYZWYCZAJENIA


Napisałam list. Wsadziłam do butelki. Zakorkowałam. Wyrzuciłam za burtę domu. Pech chciał, że wpadł do kałuży. Butelka się potłukła, list cały się pomoczył, atrament spłynął po rozmiękłym papierze. A w liście było wszystko:
Że mam sto sześćdziesiąt trzy centymetry wzrostu, że trochę schudłam ostatnio, że lubię kolor fioletowy i te śmieszne czapki z piórami, które noszą górnicy na Barbórkę…
Liczyłam na to, że go znajdziesz. Mój list. Znaczy butelkę. Odkorkujesz ją, przeczytasz list, zrozumiesz, zapukasz do moich drzwi. Ja ci otworzę. Kupiłam już nawet sukienkę na tę okazję. Ładną. Fioletową. W kratkę. I mam też kolczyki. Więc ci otworzę w tych kolczykach i sukience, a w domu będzie pachniało ciastem, które specjalnie na tę okazję upiekę. Może być mazurek? Lubisz? A ty się uśmiechniesz, powiesz, że ładnie wyglądam i ładnie pachnie. W domu. I że mazurek to twój ulubiony. A potem pooglądamy telewizję, posłuchamy radia, powiem Ci, że cię kocham, ty się ucieszysz i weźmiemy ślub. Głupi… Pewnie, że nie tego samego dnia. Tak się nie da. Słyszałam, że w naszym urzędzie są kolejki. Trzeba czekać. Chyba, że chcesz kościelny. Potem mielibyśmy dzieci. Chłopca i dziewczynkę. Ty byś nam kupił psa. Jeździlibyśmy na wakacje do Mielna. Albo na przykład nad jeziora? Za granicę to ja się trochę boję. Tam mówią w innych językach i mają inne pieniądze… Ale gdybyś bardzo chciał, to ja bym się przemogła. Potem byśmy sobie spacerowali w jesieni naszego życia. Ja bym karmiła kaczki w parku, w stawie, a ty byś czytał gazetę na ławce. I byś się denerwował, że znowu taka drożyzna. A potem byśmy już sobie umarli. Razem. Tego samego dnia. Trzymając się za pomarszczone ręce. A potem poszlibyśmy do nieba. A potem nie byłoby już nic.

Ale list rozmiękł, papier rozszedł mi się w dłoniach, jak przeżarty przez mole wełniany sweter… Ty idziesz właśnie do domu pod rękę z tą blondynką. Ładna jest. Wysoka. Ale nie potrafi piec takich mazurków jak ja. No i odejdzie za trzy lata z tym Rafałem czy jak mu tam, a ty skoczysz do rzeki i utoniesz. A wszystko dlatego, że wysłałam do Ciebie list w butelce. W dobie internetu i szybkich pociągów…

6 komentarzy:

  1. Maura, normalnie mnie rozczuliłaś tym wpisem :) świetne pióro !

    OdpowiedzUsuń
  2. :) dziękuję, bardzo się cieszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Również z przyjemnością do Ciebie zaglądam, z przyjemnością czytam... :) Z pozdrowieniami, Anna

    OdpowiedzUsuń