czwartek, 13 czerwca 2013

PRZYPADŁOŚĆ


Zaczęło się zupełnie niewinnie. Najpierw przestałem lubić ulubioną pomidorową. Potem żonę. Patrzeć już na nią nie mogłem. Rozwód był szybki i bezbolesny. Powiedziałem, że to moja wina i tylko moja. Już żony nie lubię i basta. Nie jej wina. A może i jej? Kto to wie…
Potem irytowały mnie dzieciaki. Owszem, alimenty będę płacił, ale widywać to już ich nie chcę. Nie potrzebuję, nie mam przyjemności. No, nie lubię zwyczajnie gadziny. Nie.
Kiedy odrzuciło mnie od piwa i golonki zacząłem się zastanawiać. Ale nie tak zwyczajnie rozmyślać, tylko tak refleksyjnie. Inaczej. Miarka się przebrała, gdy ze wstrętem wyłączyłem telewizor podczas transmisji meczu piłki nożnej na szczeblu międzynarodowym. Co jest?! Dlaczego już tej gry nie lubię?! To niepodobieństwo! Wdziałem palto i kalosze, a może na odwrót?, i wyszedłem. Jestem chory. Jestem chory i to bardzo, bez dwóch zdań. Obłożnie. Oświadczyłem doktorowi. Niech pan odkryje co mi jest i leczy tę francę! Wezmę, co będzie trzeba. Czopki, pastylki, kroplówki! Nawet dam się zoperować, niech stracę. Pomidorówki i żony to mi tak nie żal. Dzieciaki też już duże, ale ta piłka… Piłki mi żal! Ogromnie!
Doktor opukał, osłuchał i orzekł. (Lekarze w ogóle są biegli we wszelkich sytuacjach na „o“.) Zgaga albo melancholia! Ale jeszcze zrobimy rentgen płuc i lewatywę dla pewności. Dobrze, proszę, pan tu rządzi. Po lewatywie nic się nie zmieniło. Ale rentgen wszystko wyjaśnił. Dobrze wymyślili ten rentgen. Znaczy Rentgen wymyślił. Znaczy Marian Güntner Rentgen dokładnie. Poczciwy chłop z tego Mariana. Szkoda, że go ruskie zabili.
Teraz już wiem, czemu nie lubię żony, i pomidorówki, i dzieci. O nieodżałowanej piłce nożnej i golonce nie wspominając. Na rentgenie to widać dokładnie. Serce mam. Z kamienia… 

4 komentarze:

  1. jeśli wydasz kiedyś zbiór opowiadań/powieść - daj znać, chcęęę ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogromnie mi miło :) bardzo bym chciała coś, kiedyś... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Maura, chcieć to móc :) ja trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie dziękuję, Kasiu. Wiem, że marzenia się spełniają :)

    OdpowiedzUsuń