sobota, 25 maja 2013

GROCHOWA


Nad jego głową zbierały się czarne chmury. Zawsze. Punktualnie o godzinie szesnastej dwanaście. Wtedy wychodził z pracy do domu. Do domu: miejsca kaźni i upokorzeń. Porzucał kochane biureczko, krzesełeczko, cyfereczki, liczydełko i wychodził z pokoiku. Korytarzem do widny dokładnie piętnaście kroków. Potem osiemnaście pięter w dół, i gdy winda ogłaszała dobicie do wieku dojrzałości, on wychodził na spotkanie parteru, z którym pożegnał się dokładnie osiem godzin i dwanaście minut temu. Teraz szybko na przystanek. Tramwajem numer dwanaście prosto pod dom. Dom, w którym czekała jego żona.
Przygotowywał się do tego dnia bardzo długo. Ułożył sobie wszystko w głowie. Co jej powie, jak się zachowa. Będzie stanowczy. Nie wzruszą go jej łzy. Będzie odporny na prośby, groźby i błagania. Ten rozdział właśnie się kończy. Musi w końcu paść to ostatnie zdanie. I to on, do stu tysięcy beczek solonych śledzi, je wreszcie wypowie. Jego będzie na wierzchu. Pierwszy i ostatni raz w tym ich marniuchnym byciu razem.
Więc wszedł do domu, założył pantofle, odłożył aktówkę. Usiadł w fotelu i rzekł:
-Aldono, nadszedł moment, w którym postanowiłem ci zakomunikować, że odchodzę. Nasze wspólne źródło, z którego przez tyle lat czerpaliśmy, wyschło. Zamęczasz mnie na śmierć. Nudzisz mnie i odstręczasz wiecznym marudzeniem. A twoje papiloty doprowadzają mnie do obłędu niemalże. Wiem, że będziesz chciała mnie zatrzymać, ale ja się nie dam. Postanowiłem – odchodzę.
Po tych słowach nastąpiła cisza absolutna. Aldona zamrugała powiekami kilka razy, a w powietrzu dał się odczuć trzepot jej zbyt mocno wytuszowanych rzęs. Jak szelest ptasich skrzydeł. Potem… ziewnęła kilka razy i rzekła.
-Bogusławie, a idź sobie w cholerę, skoro masz chęć.
Po czym wyszła, szurając kapciami. Bo grochowa jej się zaczęła przypalać. Wróciła jednak za moment. Pewnie przywiódł ją nagły poryw żalu w sercu – pomyślał Bogusław.
-A skoro ju odchodzisz, Bogusławie, to wyrzuć po drodze śmieci z łaski swojej…
To mówiąc, wręczyła mu worek. Pełen jego wyrzutów sumienia.

Tego dnia grochowa smakowała mu jak nigdy.  

2 komentarze:

  1. korzystając z przycisku promocji posta na facebooku - robię to z przyjemnością. Świetny kawałek opowiadania. :)

    OdpowiedzUsuń