sobota, 23 marca 2013

DAMA Z GRASICZKĄ



Z okna mojego domu mam widok na świat cały.
Widzę góry i morza. Doliny i łąki. Dobro i zło. Wszelkie stworzenie.
Nic nie umyka mojej uwadze. O każdej porze dnia i nocy widzę wszystkich i wszystko. Źrenica tnie mrok światłem duszy.
Oczy mam szeroko otwarte i buzię też. Ze zdziwienia i zachwytu niemego. Nie mogę się nadziwić, jakie to wszystko ładne. I brzydkie. I kolorowe. I szare. I wesołe. I smutne. I nudne. I takie różne.
W moim domu śmiech dziecka. Tupie wesoło nóżkami po sieni. Toczy się po drewnianej podłodze jak rozerwane korale. Dźwięczy perliście. Skacze echem po ścianach. Zagląda do szpary pod drzwiami, wyjada miód ze słoika. Mówi „mama“, i „kruk“, i „wężowy“.
W moim domu miłość. Patrzy w źrenice szerokie. Kradnie serce i rozum. Biega boso po rosie. Cieszy się i płacze na przemian. Że taka piękna. I czysta. I szczera. I trochę się tego wstydzi.
W moim ogrodzie i Afryka, i Ameryka, i Azja. I morze, i ocean, i rzeka. Mam też pustynię i sawannę. Wszystkie krainy. Wszystkie odległe.
W moim ogrodzie wojny. Ludzie umierają.  Płaczą, krzyczą, złorzeczą. Nie chcą już Boga. Nie chcą już być. Odchodzą. W moim ogrodzie spokój, cisza ogromna.
W moim ogrodzie zgoda. Pachnie maciejka i melon. Słonecznik głowę pochyla. Huśta się nad kałużą. Sznurki huśtawki w gałęziach splątane. Gra cieni w chowanego i w berka.
W moim ogrodzie leżak. I stolik. I studnia. Trzy pułapki na myszy i grabie. Drewniane, zgrabiałe stoją. Gotowe do pracy w ziemi.
W moim ogrodzie Sąd Ostateczny.  Przez jesień i zimę do wiosny. W moim ogrodzie zmartwychwstanie. Podnoszą łebki zawilce.
W moje piwniczce chłód ziemi. Wino w butelkach zasypia. W mojej piwniczce śpi sen. Śni snem śniącego. O dobrym, starym człowieku.
W moim ogrodzie ja. Chociaż mnie wcale nie widać. Jestem, bywam, trwam.
Jak mam na imię? Nie wiem. Kim jestem? Nie pamiętam.
A z okna mojego domu mam widok na świat cały…

poniedziałek, 18 marca 2013

HIGIENISTKA


-Ma wszy.
Pani Higienistka ogłosiła to niczym prawdę objawioną. Nawet gdybym ich nie miała, to na ten ton, nie znoszący sprzeciwu, natychmiast by się zjawiły. I wskoczyły mi na głowę. Bez gadania. Gęsiego. Wszystkie z całego świata. Gdybym miała taki głos, jak Pani Higienistka, to też bym nim rozkazywała. Tym głosem głośnym okropnie. Wszystkim! Wszom, kanapkom, no i rodzicom. Żeby wszy sobie poszły, żeby kanapki robiły się same i tylko z powidłami, a rodzicom, żeby mi kupowali wszystko, co chcę. A najbardziej bym chciała tę lalkę porcelanową, co ma prawdziwe włosy i oczy. Nie, nie kłamię, naprawdę ma prawdziwe oczy.
Jeszcze bym rozkazywała mleku, żeby robiło się z niego kakao. I kaszy w krupniku. Żeby sobie poszła na zawsze. Nienawidzę krupnikowej kaszy. Fuj.
Rozkazałabym kwiatom, żeby cały czas kwitły. Najbardziej to piwoniom. Moja Mama bardzo je lubi.
Rozkazałabym temu chłopakowi starszemu, temu, co ma taki ładny uśmiech, żeby mnie ciągnął za warkocz. Ciągnie taką Nasturcję. Ona jest ode mnie starsza i ładniejsza. I ma ładne imię. I piegi ma. A ja nie. I pachnie tak… jak szczęście. To znaczy: myślę, że tak pachnie szczęście. Jak kwiaty, cynamon i owocowe mydło. Myślę, że to jest Anioł ta Nasturcja. To jest bardzo możliwe. 
-Ma wszy i ma siedzieć w domu! Dopóki się ich nie pozbędzie. Bo innych zarazi! Pewnie już zaraziła!
Jak ja mogłam kogoś zarazić, jak ja nawet nie wiedziałam, że mam wszy? Jak się nie wie, że coś się ma, to jak to można komuś dać? Pani Higienistko?
Pani Higienistka nigdy się nie uśmiecha. Ciekawe czemu? Jedna Pani powiedziała mojej Mamie, że od tej Higienistki to uciekł mąż w tamto lato. Z jakąś inną panią. Bo nie lubił, jak ona, ta Higienistka, do niego tym głosem tak głośno mówi. I pieniądze zabiera z wypłaty. I w ogóle nie pozwala nic robić, co lubi. Papierosy to musiał palić na klatce, a gazetę czytać po kryjomu. On był bardzo chudy ten mąż. Jakby ta Higienistka mu wszystko zjadała. A może on tak chudł od tych papierosów? Muszę zapytać się Mamy.
-Mam wszy.
Wyręczyłam Panią Higienistkę, która chciała to zakomunikować światu i ludziom już po razy trzeci.
-Ale mam też Mamę, Tatę, piękną Nasturcję, która jest chyba Aniołem, starszego chłopaka, który kiedyś pociągnie mnie za warkocz, cudne piwonie i może, jak będę grzeczna, to będę też miała tę lalkę porcelanową z prawdziwymi włosami i oczami, a Pani, Pani Higienistko? Oprócz głosu do rozkazywania nie ma Pani nic. I dlatego jest mi Pani żal. A Pani nie?



środa, 6 marca 2013

PANI VIOLETTA


Pani Violetta urodziła się niezwykle dobrze zorganizowana. Nie chcąc zbyt wcześnie budzić swej matki, wątłej na zdrowiu i psyche, postanowiła opuścić jej ciało wczesnym przedpołudniem. O jedenastej jedenaście. Żeby te jedynki stały w ładnym rządku. Ładnie się prezentowały i były dobrze zorganizowane. Jak całe jej przyszłe życie. I tak się też stało.
Bo pani Violetta była po prostu dobrze zorganizowana. Już w wieku niespełna lat sześciu zadecydowała: szkoły ukończy z wyróżnieniem, na lekcjach będzie zawsze przygotowana, innym kolegom z chęcią pomoże. Zakocha się w kimś odpowiedzialnym. Będzie brunetem, o niebieskich oczach, który potrafi utrzymać marzenia na wodzy. Wychowają dwójkę dzieci. Dziewczynka będzie strasza, chłopczyk młodszy. Będę mili, grzeczni i bardzo dobrze zorganizowani.  
Czas płynął, a dobrze zorganizowane życie pani Violetty najpiew opuścił jej mąż brunet o niebieskich oczach. Potem nastąpiła jej kolej – zgodnie z oczekiwaniem i harmonogramem.
Więc tak zaplanowała swój pogrzeb, będąc osobą dobrze zorganizowaną: pogoda będzie wtedy przyjemna, goście dopiszą wszyscy bez wyjątku. Wszystkim rozdadzą jedwabne chusteczki z małym haftem w rogu. Kwiaty tylko w kolorze fuksji. W menu znajdzie się łosoś oraz wołowina. Niewielka ilość słodyczy, bo to gorzkie chwile. Punktualnie przed godziną dwudziestą pierwszą wszyscy goście zostaną odwiezieni do domów, żeby wstali wypoczęci i z lekką głową dnia następnego…
Ale stało się tak: łosoś się zepsuł. Podobnie jak pogoda. Więc go nie podali. Kwiaty były białe. I czerwone. I różne. Żaden w kolorze fuksji. Zamiast jedwabnych rozdano bawełniane chusteczki. Bez haftu, za to z aplikacją. Słodyczy było dużo, bo to gorzkie chwile. Na dodatek podano szampana. Nikt nie wyszedł przed dwudziestą pierwszą, a o wstawaniu nazajutrz z lekką głową nie było nawet mowy.
Po prostu. Życie jednak toczy się swoim, czasem dziwnie pokręconym torem. Stąd o wykolejenie nietrudno.

A tymczasem pani Violetta stanęła przed obliczem Pana.
-I co mi powiesz, Violetto droga?
-Co powiem?! Jak to co? Że to wszystko jest bardzo źle zorganizowane!
Na to Pan wręczył jej kwiat w kolorze fuksji, jedwabną chusteczkę z haftem i łososia.
-Nie przejmuj się tak, Violetto, przed tobą wieczność. Możesz to wszystko doskonale zorganizować. Tylko po co?